Są seriale, które chwytają za gardło już w pierwszej scenie, a potem powoli rozluźniają uścisk. „Niema cisza”, hiszpański thriller Netfliksa z 2023 roku, jest tego niemal podręcznikowym przykładem. Zasiadaliśmy do niego z dużymi oczekiwaniami, bo Hiszpanie od czasów „Domu z papieru” i „Szkoły dla elity” mają u nas kredyt zaufania. Po sześciu odcinkach zostaliśmy z mieszaniną podziwu i lekkiego zawodu.
To recenzja z perspektywy widza, który obejrzał całość jednym ciągiem, w dwa wieczory, tak jak ten serial aż się prosi.
Punkt wyjścia
Sergio Ciscar wychodzi z więzienia sześć lat po tym, jak jako nastolatek zamordował własnych rodziców. Karę dostał niższą, bo był wtedy niepełnoletni, a przez cały pobyt za kratami nie powiedział ani słowa. Nikt nie zna jego motywów, nikt nie wie, co siedzi w jego głowie.
Po wyjściu na wolność trafia pod całodobową obserwację zespołu kierowanego przez młodą psychiatrkę Anę Dussel. Jej zadanie brzmi prosto, choć jest diabelnie trudne: ustalić, czy Sergio to wciąż zagrożenie, czy człowiek, który zasługuje na drugie życie. Milczenie bohatera staje się centralną zagadką, a my razem z Aną próbujemy je rozszyfrować.
Otwarcie, które robi robotę
Pierwszy odcinek jest znakomity. Mroczny, duszny, naładowany napięciem, z tą charakterystyczną hiszpańską umiejętnością budowania niepokoju z samego kadru i ciszy. Twórcy sypią pytaniami bez odpowiedzi i pozwalają, by narastały.
Atmosfera to zdecydowanie najmocniejsza karta tej produkcji. Zdjęcia Curro Ferreiry są chłodne i precyzyjne, muzyka Zacaríasa M. de la Rivy podkręca poczucie zagrożenia, a całość ogląda się jak powolne zaciskanie pętli. Przez pierwsze dwa, trzy odcinki naprawdę trudno się oderwać.
Warto docenić też sam pomysł. Bohater, który milczy, to ryzykowny wybór, bo cały ciężar spada na to, czego nie słychać. I przez większość czasu ten zabieg działa.
Arón Piper dźwiga to na plecach
Nie ma co owijać w bawełnę, ten serial stoi Arónem Piperem. Znany ze „Szkoły dla elity” aktor gra postać, która niemal się nie odzywa, więc wszystko musi zagrać spojrzeniem, napięciem ciała, drobnym drgnieniem twarzy. I robi to świetnie, budując bohatera, którego nie sposób rozgryźć: raz budzi litość, raz czysty niepokój.

Almudena Amor w roli Any jest solidnym kontrapunktem, choć jej postać bywa pisana nierówno. Im dalej w serial, tym częściej Ana podejmuje decyzje, które trudno obronić logicznie, i nie jest to wina aktorki, lecz scenariusza. Reszta obsady odrabia swoje zadania poprawnie, ale to pojedynek milczącego Sergio z próbującą go przejrzeć psychiatrką napędza całość.
Tam, gdzie zaczyna się sypać
I tu dochodzimy do sedna problemu. Napięcie, które w pierwszych odcinkach jest gęste jak smoła, w drugiej połowie zaczyna się rozrzedzać. Im więcej serial odsłania, tym mniej potrafi zaskoczyć, a kolejne zwroty akcji bywają coraz mniej wiarygodne. To trochę tak, jakby scenariusz wystrzelał cały arsenał w pierwszym akcie, a potem zorientował się, że nie ma czym podtrzymać ognia.
Najbardziej boli to na poziomie bohaterów. Zaczynają zachowywać się niekonsekwentnie, jakby fabuła potrzebowała ich w konkretnym miejscu, więc po prostu tam ich stawiała, bez oglądania się na wcześniejsze motywacje. Postacie, które przez pierwsze odcinki wydawały się przemyślane, nagle podejmują decyzje trudne do obronienia, tylko po to, by pchnąć akcję do przodu. Ana, tak przenikliwa na początku, w kilku momentach działa wbrew własnemu rozsądkowi, a niektóre zachowania policji trudno pogodzić z jakąkolwiek logiką śledztwa.
Do tego dochodzi tempo. Zamiast eskalować, napięcie gdzieniegdzie się rozłazi, a kilka rozwiązań fabularnych ociera się o absurd, w który po prostu trudno uwierzyć. Nie jest to katastrofa, bo serial wciąż ogląda się nieźle, ale wyraźnie czuć, że traci grunt pod nogami. Najbardziej frustruje to, że materiał na naprawdę mocny thriller psychologiczny jest tu widoczny gołym okiem, a mimo to gdzieś się wymyka.
Zakończenie, czyli największy zawód
Finał zostawia niedosyt. Bez zdradzania szczegółów można powiedzieć, że rozwiązanie nie dorasta do pytań, które serial sam sobie postawił na starcie. Wszystkie te misternie budowane tajemnice, całe to napięcie wokół milczenia Sergia, domagają się mocnego, przemyślanego domknięcia, a dostajemy coś, co bardziej przypomina powolne wypuszczanie powietrza z balonu.
To klasyczny przypadek historii, która obiecuje więcej, niż ostatecznie dowozi. Przez sześć odcinków serial karmi widza obietnicą, że pod powierzchnią kryje się coś głębszego, jakiś drugi poziom, który wywróci wszystko do góry nogami. Kiedy jednak przychodzi czas na odpowiedzi, okazuje się, że część z nich jest albo zbyt prosta, albo naciągana, a najciekawsze pytania zostają bez satysfakcjonującego rozwinięcia.
Można oczywiście bronić takiego zakończenia. Część widzów odczyta je jako celowo niejednoznaczne i pasujące do chłodnego, dwuznacznego tonu całości, w którym prawda o ludzkiej psychice nigdy nie jest do końca jasna. Naszym zdaniem bliżej mu jednak do rozczarowania niż do przemyślanej otwartości. Po tak intrygującym otwarciu chciałoby się finału, który uderza i zostaje w głowie na dłużej, a nie takiego, który zostawia z pytaniem, czy naprawdę o to w tym wszystkim chodziło.
Werdykt
„Niema cisza” to serial nierówny, ale nie pozbawiony wartości. Ma świetne otwarcie, gęstą atmosferę i aktorski popis Aróna Pipera, który sam w sobie jest powodem, by dać tej produkcji szansę. Ma też realne wady, czyli słabnące tempo, coraz mniej spójną fabułę i finał, który nie spłaca zaciągniętego na początku długu.
Sześć odcinków po około pięćdziesiąt minut sprawia, że seans jest krótki i wciągający, idealny na jeden lub dwa wieczory. Warto usiąść do niego dla klimatu i głównej roli, ale najlepiej z lekko przykręconymi oczekiwaniami wobec zakończenia. Kto szuka nastrojowego thrillera psychologicznego i potrafi wybaczyć fabularne potknięcia, będzie zadowolony. Kto wymaga żelaznej logiki i satysfakcjonującej puenty, może wyjść z tego seansu z poczuciem niedosytu.
W skali dziesięciopunktowej dajemy „Niemej ciszy” solidne 6 na 10. To thriller, który olśniewa na starcie i gubi się w drodze do mety, ratowany przez atmosferę i jednego znakomitego aktora.


Dodaj komentarz